Noszę w sobie iskry dawnej,
bezcelowej miłości,
a smutek ściska tak mocno,
że rozrywa serce na strzępy.
Chcę ją wyrzucić,
w noc,
w pustkę,
w przepaść bez dna.
co nie zrani,
I tylko obcemu mogę szepnąć,
co boli w milczeniu.
Tęsknota jak szpon,
co drze klatkę
do krwi,
do kości,
do utraty tchu.
A tlące się echa namiętności,
gasną w żalu ciszy.
Marznę
A serce zamienia się w kamień.
Wybrałam Ciebie
O Ty!
Nieznajomy.
Z eteru słów,
posłuchaj
– bo serce pęka.
I już nigdy nie zabije
w tą samą stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz