Jeszcze wczoraj,
w ramionach twych się budziłam,
cała w żarze pocałunków,
gdzie dłonie splatały się w jedno,
a oczy mówiły więcej niż słowa.
Dziś,
cichutko płaczę w pustej pościeli,
tęsknię za oddechem twoim na szyi,
za tymi szeptami
w nocy bezkresnej,
za spojrzeniami,
co paliły duszę.
Wspólne noce – pełne uniesień,
pieszczot gorących,
jak lato w nas,
dziś zamienione w chłód i milczenie,
w wieczory smutne,
rozbite na pół.
Na cóż to życie bez miłości twojej?
Bez serc bijących w unisonie?
Na nic.
Tylko echo wspomnień
i ból wielki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz