Gdyby tak przestać czuć.
Zamienić się w bryłę lodu
Nie tylko na Święta,
I oddychać bez bólu w klatce piersiowej.
Żyć bez emocji,
bez haju
i nieuchronnego upadku.
Noszę w sobie iskry dawnej,
bezcelowej miłości,
a smutek ściska tak mocno,
że rozrywa serce na strzępy.
Chcę ją wyrzucić,
w noc,
w pustkę,
w przepaść bez dna.
co nie zrani,
I tylko obcemu mogę szepnąć,
co boli w milczeniu.
Tęsknota jak szpon,
co drze klatkę
do krwi,
do kości,
do utraty tchu.
A tlące się echa namiętności,
gasną w żalu ciszy.
Marznę
A serce zamienia się w kamień.
Wybrałam Ciebie
O Ty!
Nieznajomy.
Z eteru słów,
posłuchaj
– bo serce pęka.
I już nigdy nie zabije
w tą samą stronę.
Żyję w oceanie dźwięków.
Cisza,
to mit pisarzy i poetów
i tych,
co jej nie słyszą.
Gdzie jest oddech i ruch, tam nie ma próżni.
Więc cisza,
po prostu nie istnieje...