niedziela, 29 grudnia 2024

L`amore uccide lentamente

Na ulicy da Vincie

szukam pracy

by tylko być blisko Niego.

Przeglądając się w witrynach sklepów

widzę smutne odbicie.

Z jakiegoś powodu wiem,

że tu nie pasuje.


***

Wszyscy mówią Guten Morgen i Buongiorno.

Nikt nie szuka Polki mówiącej po angielsku.

Nikt nie pyta o numer telefonu. 

Nikt, 

nie dzwoni.

I nikt, 

nie napiszę. 

***

Jestem w kościele 

modle się

bo jeśli to jest miłość 

Zrobię dla niej wszystko. 


***

Pakuje czekoladę,

Zawijam Panettone w celafon i przyklejam naklejkę San Paolo Conditiorei.

Patrzę na ten sam kościół co wczoraj. 

Czuje strach ale mamy przecież siebie. 


***

Razem patrzymy na Dolomiti

Mówisz mi, że jestem kobietą Twojego życia.

Jestem szczęśliwa. 

I niczego już się nie boję.


***

Macham Ci z autobusu i już tęsknię. 

Choć jeszcze nie wiem, że już nigdy więcej Cię nie zobacze.

***

Przed samą gwiazdką świat pęka mi na pół.

I nie chce już nic pamiętać. 

***

Mimo wszystko, jeszcze Cię kocham.

Biję się w pierś i chce to wyrzucić.

Chcę nie czuć nic.

Nie mam już siły,

tak bardzo Cię kochać.



środa, 18 grudnia 2024

Muchomor ze szkła

A tak bardzo o niego dbała.

Bo był dla niej wszystkim.


Nagle przez podmuch wiatru 

w taki jeden zimowy dzień.

Wypadł jej z rąk. 


Rozbił się na drobiny szklane

bez możliwości naprawy.


I wszystko stało się jasne, 

Że, jej życie nie będzie już nigdy takie samo. 


To tak,  jakby nie mieć już nic.

I nic więcej nie czuć,  prócz rozpaczy.


I tęsknić,

każdego dnia coraz bardziej. 


czwartek, 7 listopada 2024

Vincent

Patrzy na mnie z tej wielkiej złotej ramy.

Ma smutne oczy.

A ja, jak zaczarowana się w nie wpatruje.

Karmazyn, żółć, orcha

...i ten błękit pruski.

Jak Twoje niebo i oczy.

Niby od niechcenia

ale łączą się ze sobą idealnie.

Rozpoznaje każdy obraz,

każde pociągnięcie pędzlem.

Każdy Twój wers ma dla mnie znaczenie.

Twoje słowa docierają do mnie z opóźnieniem

ale wiem, że cedzisz je z dokładnością. 

Opowiadasz mi o swojej miłości. 

Jest tak ogromna, że aż płacze. 

Próbuje powstrzymać łzy i już wiem,

że jeśli dobije do brzegu z innym Nim

to może odnajdę szczęście

i radość. 

A może radość jest już we mnie?

Mam wszystkie farby do namalowania siebie.

Muszę tylko zacząć tworzyć to dzieło.

Barwa po barwie,

po czerni żółcienie. 

Teraz inna ja, patrzę na Ciebie. 

I znów kocham,

każdego dnia.

A Ty, musisz dokonać wyboru. 

A ja, muszę rozwiać wspomnienia.


poniedziałek, 9 września 2024

Wrzesień

Patrzę na Pana i robię zdjęcia,
w wyobraźni.
Nieśmiało dotykam palcami strachu.
Łapczywie chcę więcej i częściej.
Garnę się do Pana 
Każdego dnia śmielej.
Chcę zatrzymać każdy moment.
Bo wiem, że Pan mi zniknie.
Kiedyś. 
Na chwilę
Na miesiąc. 
Na zawsze. 
Na całe życie.
Chcę się naczerpać Pana.
Nakochać.
Nacieszyć.
Nałapać na resztę życia bez Nas.
Pić wino i patrzeć w niebo,
śmiać się i płakać,
I mówić piękne słowa, 
I słyszeć,  że jestem kobietą 
Twojego życia.
Ćwiczę pamięć 
Każdego dnia.
Tak jak ćwiczy się umysł czy mięśnie.
Nie chce zapomnieć o Panu.
Bo Pan będziesz kiedyś obcym mi
jak dawniej.
Znów 
Nie mój
obcy mi dziś
lub jutro 
Łzy jak wodospad
nigdy nie wysychają tylko krwawią.
Wyczekany
ten piękny chlopiec.

Rozbijam sobie głowę
jak jakaś podlotka.

Serce moje rozranione,
Nie da się już go ocalić.
Bo kocha od lat
tego samego chłopca.



Toń


Leżę w sadzawce jak Ofelia,

i tęsknię

Za ukochanym,

Za moim domem.

Zimno mi i straszno.

Jeszcze unoszę się nad powierzchnią wody.

Dźwięki Twojego głosu,

koją moje lęki.

Mówisz, że jestem Twoim światłem i powietrzem.




A serce

powoli ustaje.


poniedziałek, 15 lipca 2024

poniedziałek, 1 lipca 2024

Wszędzie Ty

Byłeś poniedziałkiem, 

styczniem, 

Wiosną i godziną.

Moim powietrzem,  jedzeniem,

byłeś latem,

byłeś zimą.


Byłeś śpiewem ptaków, 

zapachem letnich kwiatów.

Ciepłym porankiem,  gorącą kawą,

niedzielnym ciastem i górską wyprawą. 


Byłeś każdym kolorem, smakiem truskawek, 

pięknym dźwiękiem, ustaloną zasadą.


Byłeś pierwszą myślą w głowie.

Byłeś światłem.

Byłeś morzem.


Jak ten pan z obrazu nie znoszący swej ramy.

Byłeś obłokiem, 

co pieścił moje rany.


Byłeś moim czasem.

Minutą po minucie.

Moja godziną.

Dziś smutną melodie nucę 

socząc wódkę i wino.


Byłeś zielenią mojej duszy.

Moim zmysłem, 

dziś sercem 

co na pył się kruszy. 


W drobny mak

rozpada się świat

Odwracam twarz

znów żewny płacz.


Powiedz mi proszę,

co zrobiłeś z tym uczuciem?

Zapomniałeś mnie,

jednym ruchem.


Byłeś prawdziwym uczuciem

dziś jesteś tylko wierszem

wątłego ciała snuciem.


Byłeś ulubionym imieniem

i nazwiskiem,

moim spojrzeniem

i moim uściskiem.

Byłeś tu

I będziesz tu dalej.

A ja

Myślę sobie czasem

czemu nie jestem tą dziewczyną z festiwalu, którą ktoś kocha. 

Którą trzyma w ramionach.

A ona

nie widzi świata poza nim.

A on

trzyma jej dłoń.

Są ton w ton.

Co jest ze mną 

że ona jest lepsza niż ja?

Co wciąż 

ze mną 

nie tak...?


czwartek, 30 maja 2024

Wyobrażenie

Bledne.
Niknę w oczach.
I blask w oczach już nie ten,
co kiedyś,
I dzień 
nie ten,
co wczoraj. 
Czas płynie 
a ja, 
w tym samym miejscu 
od pół roku.
Jakby nic się nie zmieniło.
Jakbym wyszła gdzieś,
tylko na chwilę.
Z jakiegoś nieznanego powodu,
zmieniło się wszystko.
Próbuje zniknąć.
Ale nie znikam.
Bo wszystko mi o Tobie przypomina.
Jakis Pan z czasopisma patrzy na mnie 
Jak kiedyś patrzyłeś Ty
I milczy.
I ja milczę. 
Wiatr nawet woła Twoje imię,
smaga moje włosy czule.
A ja patrzę za siebie. 
Chcę zostać. 
Kocham nicość
i tule Twoje wyobrażenie.
Nawet sen nie daje ukojenia
bo w nim Ty 
ale już beze mnie. 
Łzy kapią po cichutku,
a ja uparcie kocham,
jak wtedy, 
gdy przyszła zima
i ogrzałeś moje dłonie. 
Tęsknię 
i nie potrafię się obudzić,
i nie wiem jak się pożegnać. 
A czy Ty tęsknisz za mną?
Ten niedopowiedziany słów rząd. 
Niewypowiedziany dźwięku ton.
Zniszczył wszystko co był cenne.
Potykam się o własne nogi
Raz po raz.
Chcę wstać, 
ale nie potrafię tego zrobić. 
Nie wiem,
czy jeszcze potrafię
twarz odwrócić 
od marzeń i modlitw. 

Jesteś już tylko w mojej wyobraźni.
Miły. 
Kochałam Cię głęboko 
Jak nikogo 
Nigdy.